Tradycyjne podejście do projektowania przestrzeni publicznych nie ma racji bytu we współczesnych nam czasach. Parki, skwery, place zabaw, realizowane w modelu linearnym, podobnie jak kubatury, pochłaniają ogromne ilości zasobów: energii na transport i budowę, wody i skał, złóż, tworzą śmieci i odpady oraz tworzywa sztuczne i przyczyniają się do produkcji szkodliwych substancji, a na późniejszym etapie utrzymania i konserwacji mamy dokładnie to samo. Eksploatację zasobów.
To współczesna architektura i architektura krajobrazu, która, mimo „zielonej etykiety”, przyczynia się do problemów, z którymi rzekomo walczy. Lubimy ją często nazywać „dostosowaniem miast do zmian klimatu”, czym tak naprawdę nie jest. Jedyne czym jest to antropocentryczne działanie w stronę destrukcji środowiska. Obecnie budowa parku czy ogrodu w systemie do którego jesteśmy przyzwyczajeni nic nie zmienia, mimo że nadajemy jej przydomek „eko”, „bio”. To dalej jest to tylko budowa i niszczenie w ramach gospodarki linearnej i wytwarzania potrzeb konsumpcyjnych.
Prawdziwymi sprzymierzeńcami w walce ze zmianami klimatu w miastach często nie są kosztowne, zaprojektowane parki, skwery, ogrody itp., lecz pogardzane przez ludzi nieużytki. Czyli coś, co niszczymy, żeby wprowadzić zieleń projektowaną, zorganizowaną i infrastrukturę towarzyszącą.
